Miejskie legendy: Halloween

Autor: Kormak

Czym są miejskie legendy? Zarówno angielski zlepek urban legends, jak i polskie tłumaczenie oddaje dokładnie znaczenie. To miejski folklor. Chodzi po prostu o pewne plotki, przesądy, mity i pogłoski, powtarzane tak często, że w końcu uznawane są za prawdę. Czasem mają swoje źródło w prawdziwych wydarzeniach, jednak najczęściej są to wyssane z palca, przeinaczone fakty. Do najsłynniejszych polskich legend miejskich należy chyba słynna czarna wołga, która miała krążyć po ulicach naszych miast i porywać dzieci, czy też pająki tarantule, mieszkające w jukach.

Najsłynniejsze miejskie legendy pochodzą z USA, np. ta mówiąca, że małe krokodyle wyrzucane do ubikacji przeżywają w kanałach i pożerają ludzi. Mnóstwo urban legends powstało oczywiście o seryjnych mordercach, zbiegłych z zakładów dla obłąkanych, którzy atakują niczego nie spodziewające się pary na randkach. Ale są też miejskie legendy na temat chorób, żywności, samochodów, samolotów, budynków, a nawet Disneylandu (o tym mam zamiar w Gildii Tajemnic napisać wkrótce).

Tym razem skupmy się jednak na tych urban legends, które dotyczą święta Halloween. Tak, nawet to święto doczekało się swoich własnych mitów, często wymyślanych, aby spotęgować niesamowity nastrój tego dnia. Zapraszam do lektury.

1.NASTOLATEK GINIE PODCZAS NIEUDANEGO TRICKU NA KOLEJCE STRACHU.

To prawdziwa historia. (23 października 1990 roku, Chicago Tribune) 17-letni Brian Jewell udawał wisielca w kolejce strachu. Miał na szyi pętlę, którą zawiązano tak, że nie powinna się zaciskać. Kiedy przejeżdżały wagoniki, robił z szubienicy krok w dół udająć, że wisi. Do tej pory trick udawał się za każdym razem. Operator kolejki zaniepokoił się dopiero wtedy, kiedy Jewell nie wypowiedział swojej kwestii, kiedy obok niego przejeżdżali kolejni amatorzy mocnych wrażeń.

halloween01 Kolejny taki śmiertelny wypadek miał miejsce 29 października w Charlotte w stanie North Carolina. 15-letni William Anthony Odom wraz z przyjaciółmi urządzał halloweenowe przyjęcie; w piwnicy u swojej ciotki urządził nawiedzony dom. Znaleziono jego ciało pośród sztucznych pajęczyn i plastikowych nietoperzy, zwisające z szubienicy. W tym przypadku również pętla nie miała prawa się zacisnąć.

Agencja Associated Press poinformowała w październiku 2001 roku o kolejnym wisielcu. 14-latek Caleb Rebh, który pracował w kolejce strachu w mieście Sparta w stanie Michigan, postanowił uatrakcyjnić swoją rolę. Był znudzony zwyczajnym wyskakiwaniem zza drzew i straszeniem przejeżdżającychn ludzi, więc wpadł na pomysł zastąpienia szkieletu, który zwisał z pobliskiego drzewa. Założył sobie pętlę na szyję, ale kiedy puścił sznur, gałąź wystrzeliła z powrotem do góry i pociągnęła go ze sobą - chłopak był za lekki. Inni pracownicy i odwiedzający nie pospieszyli mu od razu z pomocą, myśląc, że tylko udaje. Kiedy zdjęli go z gałęzi i próbowali robić sztuczne oddychanie, było już za późno.

2.SZPILKI, IGŁY I ŻYLETKI ZNAJDOWANE W SŁODYCZACH DAWANYCH DZIECIOM.

To również prawda, niestety. W odróżnieniu od prób otrucia podczas Halloween, te przypadki zostały dobrze udokumentowane. Zatrucie pokarmu to próba zabójstwa, natomiast igła czy inny ostry przedmiot np. w jabłku to próba okaleczenia lub przestraszenia ofiary. Niemal wszystkie przypadki znalezienia ostrych obiektów w słodyczach okazywały się plotkami. Reszta z nich to dowcipy, które najczęściej jakieś dzieciaki robiły rodzeństwu lub innym dzieciom. W młodym wieku nie myśli się o konsekwencjach podobnych zabaw, traktując je jako jeszcze jeden kawał z okazji Święta Duchów. Czasem jednak słyszy się o szaleńcach, rozdającyjch dzieciom słodycze z niespodziankami.

I tak np. w 2000 roku w Minneapolis James J. Smith (lat 49) podczas Halloween rozdawał dzieciom Snickersy z igłami w środku. Jedno dziecko ukłuło się podczas próby ugryzienia batonika, ale na szczęście na tym się skończyło.

halloween02 Legenda o wkładaniu żyletek do jabłek najprawdopodobniej pochodzi z Kanady i wschodniego wybrzeża USA, gdzie pod koniec lat 60-tych zanotowano kilkanaście takich przypadków. W 1968 roku w New Jersey ustanowiono nawet specjalne prawo przeciwko umieszczaniu w jabłkach ostrych przedmiotów! Mimo tego tego roku miało miejsce jeszcze przynajmniej 13 takich prób. W niemal wszystkich przypadkach ofiarami były dzieci, ale na szczęście w 75% przypadków nic im się nie stało. W następnych latach legenda się rozrastała - następne zgłoszenia okazywały się wyssane z palca. Histeria sięgnęła szczytu w 1982 roku. Nie był to dobry rok. Nie tylko wszędzie straszono żyletkami w jabłkach. Wówczas to w Chicago siedem osób zmarło po zażyciu pigułek tylenolu, które ktoś powlekł cyjankiem potasu. W tym samym czasie miały miejsce podobne przypadki zatruwania lekarstw i żywności. Różni szaleńcy zachęceni przykładem zaczęli bawić się w Boga.

3.SZALEŃCY ROZDAJĄCY DZIECIOM ZATRUTE SŁODYCZE.

Co do tej historii, nie ma pewności. W 1982 roku w miasteczku Somerdale, w stanie New Jersey 15 dzieci i 1 osoba dorosła rozchorowała się po spożyciu cukierków i ciasta na zabawie z okazji Halloween. Wg niektórych gazet w słodyczach wykryto ślady narkotyku PCP (angel dust, czyli anielski pył). Nie wiadomo, czy celem były wszystkie dzieci, czy może jedna osoba. Często tak się właśnie okazywało. Nie raz też zatrucie było dziełem przypadku lub śmierć spowodowało coś innego, a nie trucizna.

Miejska legenda o szaleńcach, rozdających dzieciom zatrute słodycze posłużyła też innym do ukrycia własnych zbrodniczych zamiarów. W 1974 roku w Teksasie ośmiolatek Timmy O'Bryan został otruty cyjankiem przez własnego ojca, który poczęstował go cukierkiem. Aby upozorować atak szaleńca, Ronald O'Bryan podał zatrute słodycze także swojej córce i trójce innych dzieci. Los chciał, że żadne z nich nie zjadło tych cukierków. Mały Tim był ubezpieczony na sporą sumę pieniędzy, dlatego musiał zginąć. Ojcu udowodniono morderstwo i 31 marca 1984 roku wykonano na nim wyrok śmierci przez - nomen omen - wstrzyknięcie trucizny.

W 1970 roku 5-letni Kevin Toston zapadł w śpiączkę i następnie zmarł. Sekcja zwłok wykazała, że przedawkował heroinę. Słodycze zebrane przez niego podczas Halloween, jak się okazało, zostały posypane narkotykiem. Ten szeroko nagłośniony przypadek został przedstawiony jako przykład sadystycznego ataku. Prawda jednak okazała się bardziej prozaiczna. Jak wykazało śledztwo policji, chłopiec przez przypadek dostał się do torebki z narkotykiem, która należała do jego wujka. Rodzina, aby kryć wujka, posypała słodycze heroiną.

Jednak pierwszym odnotowanym przypadkiem próby otrucia podczas Halloween była dziwaczna sprawa Helen Pfail. Tą nowojorską kurę domową aresztowano w 1964 roku, oskarżając ją o podanie dzieciom zbierającym słodycze pastylek z trucizną przeciwko mrówkom. Zdenerwowana faktem, że niektóre z dzieci zbierających słodycze były na to za stare, sporządziła dla nich paczki z takimi specjałami, jak: ciastka dla psów, stalowa wełna i właśnie pastylki mrówkobójcze (które zresztą były wyraźnie oznaczone trupią czaszką). Zresztą ostrzegła te dzieci, że te paczki to kawał, więc nikomu nic się nie stało. Mimo to postawiono jej zarzuty usiłowania morderstwa, za które otrzymała wyrok w zawieszeniu.

Odnotowano również wiele przypadków śmierci w wyniku zatrucia lub ataku serca podczas Halloween, ale w żadnym z tych wypadków nie znaleziono śladów narkotyków czy innych niebezpiecznych substancji w słodyczach. W kilku przypadkach żartownisie dodawali marihuanę do batoników. Ponadto same dzieci prokurowały zatrute czekoladki, żeby nastraszyć rodziców. Oczywiście znały legendę o zatrutych słodyczach. I w taki sposób następuje samospełnianie się przepowiedni.

4. GDZIEŚ W USA ZNAJDUJE SIĘ SŁYNNY 5-PIĘTROWY NAWIEDZONY DOM - TAK STRASZNY, ŻE JESZCZE NIKT NIE UKOŃCZYŁ JEGO ZWIEDZANIA.

Nieprawda. Od wielu lat po USA krążą legendy na temat nawiedzonego domu, do którego można wejść płacąc 25 dolarów, ale za pokonanie każdego z 5 pięter dostawało się z powrotem 5 dolarów. W środku miały na śmiałków czekać takie atrakcje jak: żywe węże, pająki, owady, tajne drzwi, zapadnie itd. Nigdy nie podano dokładnej lokacji domu. Początkowo miał on znajdować się na przedmieściach Detroit, ale późniejsze wersje legendy umiejscawiały dom w takich stanach, jak Oklahoma, Georgia, Oregon, Illiniois, Michigan, Texas czy Ohio.

halloween03 Wiara w istnienie tego domu sięga połowy lat 80-tych, kiedy to bardzo popularne stało się urządzanie nawiedzonych domów z okazji Halloween. W latach 90-tych powstały całe parki rozrywki, gdzie można takie specjalnie przygotowane domy zwiedzać.

Istnienie takiego domu to byłaby nie lada gratka dla wszelkiego rodzaju poszukiwaczy silnych wrażeń, jednak do tej pory nikt go nie odnalazł. Legenda rośnie, wg niektórych wersji kilku śmiałków nigdy nie wyszło już żywych z tego domu - ich zwłoki odnaleziono na ostatnim piętrze.

Żeby sprostać powstałym potrzebom, powstało wiele takich nawiedzonych domów. Co prawda nie są tak straszne, jak ten legendarny, jednak pewne zastosowane tricki czynią je niemal niemożliwym do przejścia. I tak na przykład dom w Michigan to jeden wielki labirynt. Inni zatrudniają różne wybryki natury lub na końcu trasy umieszczają naprawdę niebiezpieczną drogę, której nikt przy zdowych zmysłach nie chce pokonać.

Najsłynniejszym nawiedzonym domem była posiadłość Richarda Garriotta, znanego lepiej jako Lord British, twórcy słynnej serii gier komputerowych Ultima. Jego dom w Austin, w Teksasie miał lochy, ukrytą bibliotekę, tropikalny las deszczowy wewnątrz domu, zapadnie, tajne przejścia, obserwatorium na dachu i prywatną wyspę. Obecnie mieszka w jeszcze większym, straszniejszym domu. Ale w latach 1988-1994 co drugie Halloween Garriott wydawał 100 tysięcy dolarów na przemienienie swojego domu w wielki lunapark, gdzie zaproszeni goście mogli doświadczyć na własnej skórze przygody rodem z gier wideo. Żeby dokonać niezbędnych zmian, Lord British musiał się na 3 miesiące wyprowadzać, żeby robitnicy mogli wszystko pozmieniać na czas.

Atrakcje te były dostępne tylko przez 4 lata, za każdym razem mogło wejść tylko 200 gości. Wstęp był za darmo, jedyną ceną było oczekiwanie w kolejce. Sam Garriott widział ludzi, którzy oferowali 1000 dolarów za miejsce w kolejce.

Nie każdy jednak szuka mocnych wrażeń za wszelką cenę. W styczniu 2000 roku pewna kobieta pozwała do sądu park rozrywki Universal Studios na Florydzie, twierdząc, że coroczne Noce z Horrorem w Halloween były zbyt straszne i spowodowały u niej trwałe emocjonalne i fizyczne straty. Strach się bać...

5. FBI BADA SPRAWĘ ZAKUPU DUŻYCH ILOŚCI SŁODYCZY W SKLEPACH NEW JERSEY.

To prawda. Niedawno mężczyzna z wyglądu pochodzenia arabskiego otworzył konto w Costco i zakupił słodycze o wartości 15 000 dolarów w Wayne w New Jersey. Ten sam człowiek (lub przynajmniej osoba korzystająca z tej samej karty kredytowej) w Hackensack dokonał identycznego zakupu, tym razem na sumę 20 000 dolarów. Potem okazało się, że ich numer identyfikacyjny w Costco został sfałszowany, a za wszystko zapłacili gotówką.

Nawet w spokojnych czasach Halloween przyciąga różnych świrów, pragnących zrobić krzywdę innym podczas tego święta, a tym bardziej wszystko wygląda niebezpiecznie w świetle ostatnich terrorystycznych ataków. FBI zaleciło rodzicom ostrożność - zaistniało podejrzenie, że ten tajemniczy Arab był terrorystą, który chce zaatakować dzieci. Przesłuchano tego człowieka, którym także zainteresował się amerykański urząd imigracyjny.

Teoria sugerująca potencjalny zamach terrorystyczny nie trzymała się kupy. Terroryści okazaliby się w takim przypadku wyjądkowymi nieudacznikami, zwracając na siebie uwagę (szczególnie teraz, kiedy środki bezpieczeństwa są tak podwyższone) i fałszując numer identyfikacyjny, zamiast postarać się o prawdziwy.

Sprawa wyjaśniła się szybko. Okazało się, że kupujący jako imigrant nie miał po prostu pozwolenia na zakup i handel takich ilości towarów. Miał zamiar słodycze sprzedać po wyższej cenie detalicznym sprzedawcom. W końcu mężczyznę oczyszczono z zarzutów i zezwolono mu zatrzymać zakupiony legalnie towar. I tym razem FBI nie dało ponieść się histerii opinii publicznej.


ZAKOŃCZENIE

To jedynie kilka z miejskich legend, związanych z świętem Halloween. Żałuję, że nie znam żadnych polskich urban legends odnośnie tego dnia w roku, ale pamiętajmy, że ochodzi się je u nas od niedawna, i że nie jest to nasze święto. Być może za rok opiszę polskie obyczaje związane związane ze Świętem Zmarłych i Zaduszkami. A co do miejskich legend to możecie być pewni, że jeszcze w Gildii Tajemnic do nich powrócimy. Jeśli znacie jakieś rodzime urban legends, napiszcie do nas!





Przy pisaniu tekstu korzystałem z materiałów ze strony www.urbanlegends.com



blog comments powered by Disqus