Tajemnica UMMO

Autor: Bob Rickard
Tłumacz: Kormak

Kto uknuł najskuteczniejsze fałszerstwo w historii ufologii? BOB RICKARD podsumowuje 27-letnie Bliskie Spotkania Świrniętego Stopnia.

Dawno temu, gdzieś pomiędzy końcem 1965 r. a początkiem 1966 roku Dom Ummo, grupa hiszpańskich entuzjastów UFO otrzymała anonimy mające pochodzić od pozaziemskiej grupy ekspedycyjnej z gwiazdy Wilk 424, którzy przybyli z misją na Ziemię. Listy te zostały wysłane z różnych krajów, m.in. Hiszpanii, Australii, Kanady, Szwajcarii i Niemiec. Każda nosiła na znak autentyczności dziwne logo, nazywane pieczęcią Zjednoczonego Rządu Planety UMMO (Najwidoczniej znak ten został namalowany na palcu i następnie odbity jak pieczątka na listach).

W swoich pierwszych latach na Ziemi, jak napisali Ummici, przeprowadzali naukowe badania, w tym włamywali się do domów i znieczulali mieszkańców, aby pobrać próbki skóry i wydzielinę pochwy. Działo się to zanim temat Szaraków-ginekologów stał się szeroko znany na świecie i 2 lata przed wydaniem hiszpańskiego tłumaczenia książki Johna Fullera pt. Przerwana podróż (The Interrupted Journey).

umm01 Dokumenty od Ummo (patrz przykład po lewej) były naprawdę zadziwiające. Zdradzały szeroką wiedzę nauki i filozofii ich autora, nie wyglądały na brednie człowieka umysłowo chorego. Z czasem przychodziły kolejne listy, zebrało się ich w sumie kilkaset, niektóre z nich to były grube i ilustrowane manuskrypty. Od czasu do czasu ktoś otrzymywał telefon; głos Ummity był wyraźnie mechaniczny, jakby umyślnie zniekształcony. Kwestie historyczne przemieszane były z historycznymi: dla katolickich czytelników, pisano tam o starożytnym ummickim proroku o imieniu Ummowoa, bardzo podobnym do Jezusa. Jego ciało w cudowny sposób zniknęło ze stołu, gdzie dokonano na nim wiwisekcji na rozkaz złej Imperatorowej. Jednak poza niesprawdzalnymi i zagmatwanymi traktatami na temat obcej filozofii i nauki Ummo, całość miała charakter zdecydowanie antyfrankistowski (w tych czasach w Hiszpanii dyktatorem był gen. Franco - przyp. tłum.) - opisywano tam utopijne społeczeństwo, które było dziwną mieszanką komunizmu i amerykańskiego stylu życia.

Pierwsi odbiorcy przekazów z Ummo byli luźno powiązani z Sociedad de Amigos de los Visitantes del Espacio (Stowarzyszeniem Przyjaciół Gości z Kosmosu), które stworzył Fernando Sesma, aby dyskutować na tematu ufologiczne. W 1970 roku pewna liczba tych adresatów powołali do życia własną organizację o nazwie ERIDANI, której celem było badanie przypadku Ummo. Kilku z nich napisało książki - m.in. Fernando Sesma: Ummo: Another Inhabited Planet w 1967 (Ummo: Kolejna zamieszkana planeta) i Looking Toward The Edge Of The Universe w 1968 r. (Spoglądając ku krawędzi Wszechświata) Ojca Enrique Lopeza Guerrero, oraz najbardziej znana poza Hiszpanią The Ummo Mystery (Tajemnica Ummo) Antonio Ribery z 1975 r. Autorzy różnili się znacznie w swoich poglądach na temat pochodzenia listów i znaczenia ich zawartości, ale w jednym zgadzali się: listy były pochodzenia pozaziemskiego. Jedyną inną alternatywą braną pod uwagę była ta, że listy były częścią jakiegoś eksperymentu z inżynierii społecznej, który przygotowała jakaś nieznana agencja wywiadowcza: brano pod uwagę KGB, wschodnioniemiecką Stasi, CIA czy watykańską organizację Opus Dei.

Fenomen Ummo poza granicami Hiszpanii pozostawał relatywnie mało znany, sytuacja uległa zmianie we wrześniu 1968 roku, kiedy Ojciec Enrique Lopez Guerrero przyciągnął uwagę światowej prasy ogłaszając publicznie obecność ummickich obych na Ziemi. Kilku brytyjskich i amerykańskich ufologów, którzy skomentowali zagadkę Ummo, było podzielonych: podczas gdy większość uznała ją za fałszerstwo, inni podchwycili ją z podnieceniem. W Hiszpanii brano ją jak najbardziej poważnie i temat ten był od tej pory stałym gościem w gazetach, radiu i telewizji.

Po śmierci generała Franco w 1975 roku, częstotliwość i ilość nadsyłanych listów zmniejszyła się, ale nadal krytykowały one kapitalizm, politykę militarną USA itd. Kilku poważnych ufologów hiszpańskich - m.in. Ballester Olmos i Ares de Blas - nigdy nie zaakceptowali dokumentów i fotografii, a przynajmniej jeden magazyn - Stendek, biuletyn najważniejszej hiszpańskiej organizacji ufologicznej, Centro de Estudios Interplanetarios (CEI) - krytykował sprawę Ummo od samego początku. W latach 80-tych nowe pokolenie hiszpańskich i francuskich ufologów rozpoczęli badanie archiwów Ummo od nowa, aby ostatecznie wysnuć wniosek, że głównym podejrzanym nie jest kosmita,a nie kto inny, jak sam Jose Luis Jordan Pena, przewodniczący organizacji ERIDANI.

umm02 Senor Pena kategorycznie zaprzeczył i czynił to aż do kwietnia 1993 roku, kiedy wprawił wiele osób w zdumienie, kiedy nagle i ostatecznie przyznał się do winy. W oświadczeniu skierowanym do hiszpańskich dziennikarzy i ufologów wyznał: To ja jestem człowiekiem, który napisał listy z Ummo. Jednak stanowczo odmówił dyskusji na temat swoich motywów, politycznych intencji czy celów, któe chciał osiągnąć poprzez swoje fałszerstwo. Jak napisał Peter Rogerson, listy to samizdat, hasła, których nie można było otwarcie głosić we frankistowskiej Hiszpanii. Luis R González Manso, hiszpański ufolog i jego koledzy, którzy szczegółowo badali przypadek Ummo, zidentyfikowali przynajmniej jednego współsprawcę; mogło ich być więcej.

Dzisiaj w brytyjskiej i amerykańskiej ufologii rzadko wspomina się o oszustwie Ummo - traktowane jest jako ciekawostka, która przez pomyłkę odegrałą ważną rolę w hiszpańskiej i francuskiej ufologii. Ale kto był mózgiem tego największego ufo-oszustwa wszechczasów? Luis González powiedział nam, że Jordan Pena pasuje do roli autora tego fałszerstwa. Ma dyplom z nauk telekomunikacyjnych i pracował w jednej z największych hiszpańskich towarzystw budowlanych, ale od wielu lat interesował się antropologią kulturową, filozofią, naukami ścisłymi i historia religii; nauczył się również kilku języków i był jednym z założycieli Hiszpańskiego Towarzystwa Parapsychologicznego. Sam przy różnych okazjach okreslał się jako agnostyka, sceptyka i psychologa.

Jak pisze w #47 Magonii w październiku 1993 González, należy wziąć pod uwagę atmosferę oczekiwania od roku 1952 - kiedy George Adamski spotkał kosmitów na amerykańskiej pustyni - do roku 1966, czyli początku fenomenu Ummo. Tylko w 1954 r. kontakty podobne do tych, jakie przeżył Adamski, odnotowano w Coniston (Anglia), Oeydalen (Norwegia), Natal (Afryka Płd.) i Madrycie (Hiszpania).

W przypadku z Madrytu, pielęgniarz Alberto Sanmartin twierdził, że widział Kosmiczny kamień, pokryty dziwacznymi znakami. Co znaczące, kilka tygodni wcześniej artykuły o UFO (wspominające m.in. o Adamskim) ukazały się w lokalnej prasie. Ich autorem był Fernando Sesma, pracownik poczty i samozwańczy profesor kryptografii i grafologii, który po raz pierwszy ujrzał UFO w 1961 r., a rok później, jak sam twierdzi, zaczął otrzymywać listy od kosmity o imieniu Saliano z planety Auco, orbitującej wokół gwiazdy Alfa Centauri. To ten sam człowiek, który jako jeden z pierwszych otrzymał listy z Ummo 12 lat później.

W kwietniu 1964 miało miejsce słynne spotkanie z UFO w Socorro (USA); wg ufologa Jacques'a Vallée, symbolem na kadłubie pojazdu był arabski znak oznaczający planetę Wenus! Tego samego roku, współpracownik znanego pisarza i badacza tajemnic starożytności Roberta Charroux, zaczął otrzymywać listy od imigrantów z Proxima Centauri, którzy nazywali siebie Baavi; w listach tych szczegółowo opisywali swoją cywilizację, język i naukę. W 1965 r., kolejny prawdopodobny prekursor Ummo pojawił się w pierwszej części sagi Franka Herberta pt. Diuna, która stała się kultową, klasyczną serią literatury science fiction. Pojawia się w niej słowo Umma, definiowane tam jako jeden z bractwa proroków (termin pogardliwy w Imperium, oznaczający każdą "dziką" osobę, głoszącą fanatyczne przepowiednie).

umm03 Senor Pena (po lewej) zaangażował się w tę sprawę pewnego wieczora 6 lutego 1966 roku - mniej więcej w tym samym czasie USAF zastanawiały się nad Projektem Blue Book - kiedy wielki świecący obiekt przeleciał nad jego samochodem, podczas jego powrotu do domu w Madrycie. na spodzie pojazdu zauważył ciekawy znak, podobny do alchemicznego symbolu oznaczającego planetę Uran. Odnaleziono dziwne ślady na ziemi w Aluche, na obrzeżach miasta i przypisano je lądowaniu UFO. Pierszego czerwca 1967 r. pewien mężczyzna twierdził, że sfotografował UFO unoszące się nad San Jose de Valderas i co ciekawe, ono też miało tajemny znak Ummo!

Grupa Sesmy wpadła niemal w ekstazę, jako że byli bardzo łatwowierni, widząc w przypadku z San Jose de Valderas dowód na prawdziwość ich nadziei i spekulacji. W pewnym momencie Pena dołączył do Przyjaciół i szybko stał się tam wpływową postacią. On wiedziałby o kontakcie Sesmy z obcymi z Alfa Centauri i jako człowiek z wewnątrz miał unikalną możliwość dalszej zabawy z tą grupą wierzących w kosmitów. Przypadki z Aluche i San Jose de Valderas wg Peny łączyły się ze sobą i z łatwością mógł je tak przetworzyć, żeby udowadniały mitologię Ummo .

Oto teoria Gonzáleza: wierzy on, że pierwsza faza oszustwa trwała niewiele ponad rok - od lutego 1966 r. do czerwca 1967 r. Zakładam, że to wszystko zaczęło się jako żart, ale wymknęło się spod kontroli, konkluduje. Prawdziwą zagadką jest to, dlaczego tak wielu ludzi wierzyło w to przez trak długi okres czasu. Trwało to do czasu, kiedy niektórzy z członków grupy ERIDANI zaczęli porównywać notatki z bardziej sceptycznymi artykułami ufologów spoza ich kręgu; zauważyli wiele znaczących błędów i niejasności, np. Wilk 424 jest opisywany jako system słoneczny z dwiema planetami, podczas gdy astronomowie dowiedli niezbicie, że jest to binarny system z bliźniaczymi gwiazdami.

Dlaczego Pena wybrał właśnie Wilka 424 jako dom swojej obcej rasy? Luis González twierdzi, że prawdopodobnie nawet sam Pena tego nie wie. Może sam był wyjącym "wilkiem"?  Ufolog Donald Keyhoe kiedyś zasugerował, że kosmici mogą pochodzić z Wilka 359, więc może Pena po prostu zmienił numer?

Spoglądając w przeszłość łatwo dostrzec wskazówki. Ummici splagiatowali całe ustępy z powieści Isaaca Asimova i Martina Gardnera, a raz dziwnie zasugerowali, że za całą mitologią Ummo kryje się brytyjski magazyn satyryczny Punch. Jeśli dokładniej przyjrzeć się imponującym traktatom naukowym Ummitów, okazują się one bełkotem. Ale podejrzenia powinien wzbudzić już opis pierwszego lądowania, które miało miejsce w poblizu miasteczka La Javie, u podnóży Alp (około 85km na północny zachód od Cannes) 28 marca 1950 roku.

Według Luisa Gonzáleza: To długa opowieść (49 stron), wspaniałe dzieło. Czytelnik jest naprawdę wzruszony, kiedy [Ummici] odkrywają swoje pierwsze ludzkie artefakty - jakieś fragmenty białożółtych, giętkich i kruchych arkuszy... pełnych znaczków... poplamionych twarzami' - i przypisują im rytualne znaczenie. To już naprawdę za wiele, dodaje z żalem, że pierwszy dokument zachowany dla galaktycznej potomności okazał się być kartkami z francuskiej gazety Le Figaro, których użył jakiś wieśniak w charakterze papieru toaletowego.




blog comments powered by Disqus