"Opowieści trikstera" - wywiad z twórcą kręgów zbożowych

Wywiad został przeprowadzony z: John Lundberg
Autor: Caryn Anscomb
Tłumacz: Kormak
9 października 2006

John Lundberg jest artystą i filmowcem. Ukończył National Film & Television School w 2004 roku, gdzie nakręcił cztery dokumenty. Jego film "The Mythologist" został wyemitowany na kanale BBC4 w marcu 2004 roku. W tym samym roku zdobył on nagrodę Jerwood First Cuts Documentary Award na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Dokumentalnych i nominowany był do nagrody Grierson Awards w kategori “najlepszy debiut”. Najczęściej zajmuje się tematami z obrzeży współczesnej kultury, a jego cała jego twórczość obraca się wokół tego, jak mit i sztuczki mogą kształtować i zmieniać rzeczywistość. 

---

Caryn: Witaj John. Kiedy pierwszy raz zainteresowałeś się kręgami zbożowymi?

John: Jak większość populacji w Wielkiej Brytanii o ostnieniu kręgów dowiedziałem się pod koniec lat 80., kiedy media trąbiły o nich nieustannie. Trudno było otworzyć gazetę czy włączyć telewizor i nie natrafić na wzmiankę o tajemniczych kręgach zbożowych. Wtedy też odkryłem magazyn "The Cerealogist” i zacząłem czytać o różnych teoriach, które miały tłumaczyć, kto jest autorem kręgów. Mniej więcej w tym samym czasie poznałem artystę Roda Dickinsona, który też zainteresował się piktogramami. Spędziliśmy wiele długich nocy na rozmowach o nich, zastanawiając się, jak moglibyśmy zaangażować się w fenomen kręgów zbożowych. Nie wiedzieliśmy wtedy wiele więcej od innych na temat ich pochodzenia, ktokolwiek czy cokolwiek je robiło, oczywiście. W końcu zdecydowaliśmy wnieść własny wkład do tego fenomenu, więc na początku lat 90. ruszyliśmy na pola, aby zrobić jeden, a później wiele kręgów. Objawieniem był dla mnie rozziew między tym, co robiliśmy – wygniatanie zboża deskami – a tym, jak odbierali naszą pracę ludzie. Chodziło o psychologiczne i fizjologiczne efekty u odwiedzających kręgi, awarie sprzętu elektronicznego, rzekome lecznicze moce lub wręcz odwrotnie, doniesienia o ludziach czujących się źle wewnątrz naszych dzieł. Myślę że właśnie ten haczyk wciągnął nas jeszcze głębiej w ten fenomen: historie kojarzone z naszą pracą, mitologia i folklor, który zbudowano wokół tego wszystkiego. Dla artysty coś takiego może być bardzo odurzające i ekscytujące. Nie chlapaliśmy farbą po płótnie, które wisiało w sterylnej galerii; dosłownie formowaliśmy i kształtowaliśmy otaczającą nas kulturę. Kręgi, które tworzyliśmy, moga być postrzegane jako złośliwe umysłowe wirusy lub memy, które krążyły po świecie, wsiąkając zarówno w kulturę popularną, jak i undergroundową. Muszę przyznać, że kiedy razem z Rodem na początku robiliśmy kręgi, nie mieliśmy pojęcia skąd pochodzą inne kręgi na polach, bylismy zupełnie otwarci jesli chodzi o to, kto lub co było ich autorem. Aby przybliżyć ci szczegóły naszego procesu myślowego w tamtym czasie powiem ci, że zaprojektowaliśny serię formacji, w których skład wchodziły sigile (obrazkowe zaklęcia). Po głębszym namyśle zrezygnowaliśmy jednak nie używać ich na wypadek, gdyby te zaklęcia naprawdę zadziałały!

Wspominałeś o swojej przyjaźni z Dougiem Bowerem. Kiedy się poznaliście?

Czuję się szczęściarzem, że udało mi się nawiązać bliską przyjaźń z Dougiem, uważam go za członka mojej rodziny. Poznałem go w 1994 roku na nieformalnym spotkaniu twórców kręgów w pubie Percy Hobbs w Winchester, w hrabstwie Hampshire, gdzie Doug i Dave Chorley* mieli w zwyczaju spędzać każdy piątkowy wieczór w swoim towarzystwie. Doug to mój największy bohater, prawdziwy brytyjski ekscentryk w najlepszym możliwym wydaniu. Poznanie go było rzadką okazją stanięcia twarzą w twarz z jednym z moich bohaterów i nie rozczarował mnie ani nie osłabił oczekiwań wobec niego. Naprawdę wierzę, że Doug Bower jest jednym z największych artystów XX wieku.

Wcześniej wspominałeś o osobistej motywacji Douga, stojącej za robieniem kręgów zbożowych. Czy możesz to powtórzyć na potrzeby tej publikacji?

Prawdziwa historia Douga i Dave'a nadal czeka na publiczne ujawnienie i nie jest to radosna opowieść. Mam to wszystko nagrane i Doug pozwolił mi na upublicznienie tego, kiedy nie będzie go już wśród nas, co jak mam nadzieję nie nastąpi jeszcze przez wiele lat.

Robiąc kręgi zbozowe podróżujesz po całym świecie, jakie kraje zwiedziłeś?

Do dzisiejszego dnia jako organizacja stworzyliśmy kręgi w Stanach Zjednoczonych, Nowej Zelandii, Japonii, Meksyku i na całym kontynencie europejskim. Mamy w zanadrzu kilka projektów, które zabiorą nas w bardziej odległe zakątki świata.

Czy jesteś w stałym kontakcie z twórcami kręgów z innych krajów i czy jednoczycie siły podczas projektów?

Założyłem stronę circlemakers.org, dokumentującą nasze prace jeszcze w 1995 roku i dała nam ona sporą rozpoznawalność. W rezultacie tego kontaktują się ze mną grupy twórców kręgów z całego świata, ale najbardziej utalentowani i ambitni circlemakerzy mieszkają w Wielkiej Brytanii, co jest widoczne po złożoności i skali formacji, które powstają tutaj. I tak, czasami łączymi siły z innymi twórcami kręgów, aby wzmonić nasze szeregi i zrobić bardziej ambitne kręgi zbożowe.

Możesz podać kilka przykładów swoich dzieł?

Pracowaliśmy przy wielu projektach dla potrzeb programów telewizyjnych, filmów, teledysków, reklam i wydarzeń public relations. Naszymi klientami byli m.in. Greenpeace, Microsoft, Shredded Wheat, AMD, Hello Kitty, Nike, Pepsi, Weetabix, BBC, “The Sun”, Mitsubishi, O2, NBC-TV, Orange Mobile, History Channel i Discovery Channel.

Dam ci kilka przykładów projektów, o których zrealizowanie nas proszono. Rok temu Nike zleciło nam tournee po Włoszech i zrobienie serii piktogramów w kształcie wielkich odcisków stóp, które wykorzystano w czterech reklamach telewizyjnych, w których wystapiliśmy zarówno my sami, jak i nasze dzieła. To samo zrobilismy w Stanach Zjednoczonych z okazji premiery konsoli Xbox 360 Microsoftu, gdzie ekipa MTV dokumentowała nasze poczynania. Ten materiał później użyto w filmie dokumentalnym making of o kampanii Xboxa 360, pokazywanym na tej stacji.

Do kręgów zbożowych przykleja się łatkę fałszerstwo. To mnie zawsze bawi, bo przecież same kręgi fałszywkami nie są. Co czujesz, kiedy nazywany jesteś fałszerzem?

Myślę, że jest to skrót myślowy na temat tego, kim jesteśmy i co robimy. Ten zwrot jest używany przez środowisko badaczy kręgów zbożowych aby nas demonizować i marginalizować, bo kojarzy się on negatywnie. Raz niesprawiedliwie porównano nas do oszusta o pseudonimie Wearside Jack, który podszywał się pod Rozpruwacza z Yorkshire (The Yorkshire Ripper). Ale tak jak mówisz, nie jest to dokładny opis nas czy naszej pracy. Jesteśmy artystami i kręgi, które tworzymy są dziełami sztuki.

Macie wielu krytyków, jak zazwyczaj im odpowiadasz?

Wcale. Jako circlemaker szybko się uczysz, że wchodzenie w dyskusję o twojej pracy z kimś, kto w to wierzy ostatecznie jest zupełnie bezowocnym zajęciem. Twórcy kręgów i badacze kręgów – albo ich wyznawcy – tkwią w silnej symbiozie. Potrzebujemy siebie nawzajem, chociaż oczywiście żaden badacz kręgów do tego się nie przyzna. Oni działają jak nasi agenci, promując obrazki na całym świecie, a co ważniejsze, snują skomplikowane, wiecznie ewoluujące i zmieniające się teorie o pozaludzkim pochodzeniu kręgów. Wymyślają testy lakmusowe, które stają się dla nich wyznaniem wiary. Zwroty takie, jak zgięte, ale nie złamane łodygi, fizjologiczne zmiany w roślinach itd. są ich dowodem na to, że kręgi nie moga być dziełami zwykłych śmiertelników. Uważam, że taka postawa pokazuje zupełny brak wiary w ludzkie możliwości. Czy ci ludzie nie rozglądają się wokół siebie i ne widzą, co osiągnęła nasza cywilizacja? Cuda nauki, inżynierii i sztuki? Możemy wysłać człowieka na Księżyc i z powrotem, ale ci ludzie nie mogą uwierzyć, że paru dobrze zorganizowanych artystów może wygnieść skomplikowane wzory w zbożu. Oczywiście w tym środowisku są też tacy, którzy nie wierzą w to, że człowiek wylądował na Księżycu.

Jakiś czas temu wspomniałeś, że w przeszłości otrzymywałeś pogróżki. Możesz rozwinąć ten temat?

Myślę, że bycie circlemakerem w sumie jest masochistyczne. Tradycyjnie, kiedy myślisz o sztuce, myślisz o autorze; na obrazy mówimy Picasso, Warhol czy Leonardo itd. Ale jeśli kręgi, które tworzymy, mają prawidłowo funkcjonować, muszą pozostać anonimowe. Jeśli przyznamy się do stworzenia którejś z formacji, od razu pozbawimy ją całej energii, nie będzie już znajdować się w krainie nieznanego i stanie się tylko wygniecionym plackiem w zbożu. To ta dziura w informacji o autorstwie kręgów pozwala im prawidłowo funkcjonować. Chociaż nie twierdzimy, że wszystkie kręgi są naszym dziełem (i nigdy tego nie będziemy robić), mówiąc o naszej pracy dokonujemy generalizacji. Dla środowiska badaczy to automatycznie czyni z nas zagrożenie i stale znajdujemy się na ich celowniku. Jesteśmy heretykami, bo poddajemy w wątpliwość ich system wierzeń tylko z tego powodu, że istniejemy i rozmawiamy o naszej działalności. Czasem przybiera to kształt pogróżek czy groźnych zachowań, które są dziełem jakiegoś wierzącego. Do rur wydechowych naszych aut wpychano nam ziemniaki, urywano boczne lusterka, grożono osobiście, przez telefon, poprzez e-maile i zwykłe skrzynki na listy. Tylko w zeszłym tygodniu ktoś zadzwonił do mne i zagroził, że mnie zaatakuje, jeśli nie przestanę rozmawiać o mojej pracy. Po prostu zaakcepowałem fakt, że jest to nieprzyjemna, ale nieodłączna część tego, co robię.

Główny argument badaczy kręgów jest taki, że ich wzory są zbyt skomplikowane, żeby mogła je stworzyć ludzka ręka. Jaką masz na to odpowiedź?

Spójrz na Kaplicę Sykstyńską. Ja nie mógłbym nigdy stworzyć czegoś takiego, ale tylko dlatego, że ja nie potrafię nie oznacza, że żaden człowiek też nie mógłby zrobić czegoś podobnego. Myślę, że to jest wada wielu badaczy – patrzą na skomplikowany wzór kręgu zbożowego i nie są sobie w stanie wyobrazić, jakby oni potrafili stworzyć go w ciemności, w ciągu jednej nocy, a z tego wyciągają błędny wniosek, że żaden człowiek tego by nie potrafił. Zapewniam cię jednak, że jest to absolutnie możliwe i demonstrowaliśmy nasze umiejętności przy wielu okazjach. Gdybyśmy nie mieli takich zdolności, to nie latalibyśmy po całym świecie, robiąc komercyjne zlecenia dla klientów.

W miarę, jak kolejni circlemakerzy ujawniają się i opowiadają swoje historie, widzimy zmianę od tego nie mogła zrobić ręka ludzka do to dzieło Boga, który działa poprzez twórców kręgów. Co ty na to?

Boska inspiracja? Nie wiem tak naprawdę, robię tylko to samo, co każdy artysta przede mną: ślinię czubek ołówka i czekam na błysk olśnienia, które może nadejść z wielu różnych miejsc. Obudowa telefonu komórkowego, cytat z książki czy coś, co powiedział jeden z badaczy. Czasem to tylko kwestia zabawy i eksperymentów – wiele razy odchodziłem zupełnie od wytycznych początkowego projektu i odkrywałem nowe techniki konstrukcji czy geometrie. Nieraz wzór wygląda fantastycznie na ekranie – teraz przy projektowaniu kręgów korzystam z CADa, oprogramowania używanego przez architektów, które jest idealne dla nas – ale po wykonaniu go na polu nie spełnia tych oczekiwań. Bywa też odwrotnie, kiedy wzór prezentujący się średnio na monitorze wypada niesamowicie na polu.

Zauważyłam na twojej stronie, że kilka osób wspomina o dziwnych wydarzeniach, mających miejsce podczas wygniatania kręgów. Czy możesz opowiedzieć o swoich doświadczeniach?

Najczęściej miałem do czynienia z bardzo jasnymi, skupionymi błyskami światła, tak jakby ktoś blisko mojej twarzy trzymał broń błyskową. Dwukrotnie towarzyszyli nam dziennikarze i oni byli świadkami tego samego fenomenu. Widziałem też pojazd, unoszący się cicho na niebie nad Alton Barnes. Miał kształt wydłużonego cygara i wyglądał jak mroczny cień na niebie, blokujący widok gwiazd, poruszający się z prawa na lewo w polu mojego widzenia. Pracując nad kręgiem łatwo byśmy go przegapili gdyby nie to, że w pobliżu pojawiło sie kilka osób, więc kucnęliśmy wszyscy i czekaliśmy, aż sobie pójdą. Wtedy właśnie to zobaczyłem. Muszę być szczery, to całkiem zabawne zobaczyć coś takiego, kiedy jesteś w trakcie tworzenia wzoru. Nie wiem kto to był: obcy z kosmosu, międzywymiarowe istoty, tajny projekt wojskowy czy może inna grupa artystów, chwaląca się nowym dziełem, kto wie…

Wspólnie z Robem Irvingiem wydaliście właśnie książkę The Field Guide: The Art, History & Philosophy of Crop Circle Making. Co sprawiło, że się ujawniłeś?

Geneza książki sięga 12 lat wstecz, kiedy razem z Robek Irvingiem stworzyliśmy broszurę zatytułowaną A Beginners Guide to Crop Circle Making, na potrzeby wystawy, w której poproszono nas o udział. Część z tego tekstu zachowała się nietknięta w książce, która teraz ma 288 stron. Tak naprawdę to się nie ujawniamy; książka jest tylko przedłużeniem dyskursu, który tworzyliśmy wokół naszej pracy od kiedy w 1994 roku pokazaliśmy się publicznie. Nasza strona zawiera ponad 250 stron informacji o tym, kim jesteśmy i czym się zajmujemy. Książkę postrzegamy jako logiczny krok w procesie dyskusji i ujawnienia.

 


Czy przewidujesz, że zainteresowanie ludzi kręgami zbożowymi osłabnie, kiedy te fakty staną się powszechnie znane, czy może publiczność stanie się jeszcze bardziej entuzjastyczna?

Te fakty już są powszechnie znane! W ciągu ostatnich 12 lat byliśmy bardzo otwarci jeśli chodzi o nasze “tajne” działania. Jeśli już to mam nadzieję, że książka zainspiruje nowe pokolenie artystów do wyjścia na zewnątrz i wygniatania własnych kręgów, aby przyszłe generacje mogły się nimi zachwycać.

 

Przypisy:

* - Doug i Dave to słynna na całym świecie para staruszków z Anglii, którzy w latach 80. przyznali się do tego, że to oni przy pomocy deski i sznurka wygniatali pierwsze kręgi zbożowe.

--

O autorce: Caryn Anscomb jest niezależną badaczką, zajmującą się kulturowym szamanizmem, religiami świata, antropologią i fenomenologią. Jest dyrektorem firmy zajmującej się księgowością w Wielkiej Brytanii.

 






blog comments powered by Disqus